0 0

Moje niczym nieokiełznane zapędy nauczycielskie rozszalały się na dobre. Mało, że próbowałam permanentnym nauczaniem uszczęśliwić swego pierworodnego (bezskutecznie), postanowiłam na fali tego uniesienia sięgnąć po więcej. Moje „więcej” spojrzało na mnie podejrzliwie zza ekranu swojego komputera i kubka z kawą. Wiadomo było, że patrząc na moją drugą połówkę „tym wzrokiem” i z wyrazem obłędu w oczach (ja to nazywam „iskrą”), coś tam znowu urodziłam w swojej głowie. Z rezygnacją i głębokim, pełnym strapienia westchnieniem zapytał :” Co ZNOWU wymyśliłaś ?” To jedno z czterech najczęściej zadawanych pytań w naszym domu, poza: „ gdzie są moje klucze/telefon/portfel/ładowarka?”, „ Co Ci znowu nie działa?”, „widział ktoś kota ostatnio?”?

Nieco nadszarpnięty małżeńskim stażem i moimi pomysłami, smętnie zerkający na mnie małżonek głośno przełknął ostatni łyk kawy ☕️ niczym skazaniec i skulił uszy w oczekiwaniu na wyrok. Egzekutor w mojej osobie był bezlitosny. Wyrok brzmiał: „UCZYSZ SIĘ ANGIELSKIEGO ”. Czekając na to, aż świat małżonka zatrzęsie się w posadach, a on sam poprosi o łagodny wymiar kary … czekałam dalej. Czekałam i czekałam a tu NIC. Spokój i uczucie ulgi malujące się na twarzy przyszłego niedoszłego poligloty nie pasowały do mojego scenariusza rozwoju sytuacji. Spytałam „ no i …?”. Odpowiedź brzmiała: „ nie mam czasu na łażenie po szkołach językowych”. W tym momencie uświadomiłam sobie, że mój „stary nowy” uczeń nie wie, że to ja polegnę na ołtarzu rodziny i wezmę na barki ciężar (tak przeczuwam) jego lingwistycznej edukacji. Nie chcąc, by za długo tkwił w poczuciu błogiej niewiedzy, niby niedbale, tak przy okazji i mimochodem, wdzięcznie rzuciłam przez ramię: „Ale to ja Cię będę uczyć”.

Nastała grobowa cisza. Nawet mruczący do tej pory kot jak na zawołanie przerwał swój koncert. Mucha zawisła w powietrzu, ręka z kubkiem zastygła w bezruchu. Świat wstrzymał oddech. Ta wizja musiała być druzgocząca. Gdy nieśmiało zerknęłam w stronę mojego nieszczęśnika, na jego twarzy trudno było wyczytać emocje. Cała twarz była jedną wielką emocją, od paniki przez niedowierzanie po desperacką próbę ewakuacji. Jako, że scenariusz „męża dezertera” założyłam już wcześniej, ustawiłam przezornie pufy, stołeczki, pudełka z Zalando i kilka kwiatków, co by utrudnić mężowi ucieczkę do drzwi.

Mąż łamiącym się głosem zapytał: „ A to gdzie są jakieś szkoły w mieście, które uczą dorosłych?”. Nijak nie mogłam zrozumieć dlaczego nagle tak szybko zmienił zdanie i zapałał chęcią nauki poza domem. Czyżby, tak jak mnie nie kusiła go wizja zgłębiania lingwistycznych zawiłości ze współmałżonkiem u boku? Czyż nie widział nas w skupieniu pochylonych nad opasłym słownikiem, z kubkiem fantazyjnej latte, waniliową świecą lub przy kominku celebrujących pierwsze nauczone  „I am”? Wprawdzie czasem takie ciepło domowego ogniska potrafi dopiec do żywego, ale obiecałam sobie- „ będę łagodna” i niosąc kaganek oświaty – podejmę się tego karkołomnego zadania.

Małżonek wstał i z opuszczoną głową powoli poczłapał do pokoju syna. Chyba chciał się upewnić, że będzie super. Tam, usłyszałam mimochodem, wygłosił krótki komunikat. Znowu nastała cisza (tego dnia moi panowie byli dziwnie milczący). Z ust syna padło po chwili :”O Boże”, po czym z pokoju syna wyłonił się zrezygnowany małżonek wspierany przez dzielnego potomka, towarzysza niedoli. Kilka sekund potem panowie wybyli z domu oznajmiając: „idziemy jeździć i na spacer”. Jeden poszedł poćwiczyć podniebne akrobacje na hulajnodze, drugi poszedł przewietrzyć głowę. Do dziś nie wiem, który co wybrał. Wolałam nie wnikać, nie zadawać zbędnych pytań i generalnie usunąć się z pola widzenia. Każdemu trzeba przecież dać czas, by ochłonął.

Wróciwszy, małżonek oznajmił tylko: ”dzień świra”. Od razu w mojej głowie pojawił się Adaś Miauczyński powtarzający z synem mozolnie odmianę „to be”. Czyżby taką wizję swojej edukacji przeczuwał dla siebie mój małżonek? Oby nie, przecież u nas tak nie będzie. Czyżby ta pasjonująca edukacyjna podróż miała okazać się „to be or not to be” naszej rodziny? Czy wymordujemy się nawzajem jak w szekspirowskich sztukach? Na razie zbieramy siły i rezerwujemy stałe godziny zaplanowane i wyryte w rodzinnym planerze na lodówce raz w tygodniu. Mąż jakoś rzadziej tam się teraz kręci. Pracuję nad strategią i systemem kar i nagród. Ruszamy od zaraz. Taki jest plan !

Happy
Happy
0 %
Sad
Sad
0 %
Excited
Excited
0 %
Sleepy
Sleepy
0 %
Angry
Angry
0 %
Surprise
Surprise
0 %

Average Rating

5 Star
0%
4 Star
0%
3 Star
0%
2 Star
0%
1 Star
0%

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.