0 0

Naprawdę źle ze mną. Poza tym, że uszczęśliwiłam swe naburmuszone, nastoletnie dziecię wakacyjnym kursem ze mną w roli głównej, małżonka perspektywą upojnej nauki od zera to jeszcze sama sobie na głowę założyłam homonto. Zaczarowana jeszcze możliwościami zdalnego nauczania postanowiłam wykorzystać ten edukacyjny flow i intensywnie się szkolić. Co by ładniej i bardziej górnolotnie zabrzmiało- zainwestowałam w siebie. Dosłownie i w przenośni. Oczywiście w najbardziej dla ludzkości optymalnej porze roku – na wakacjach. Ta dam !!! Rozbrzmiewajcie fanfary, klękajcie narody w obliczu genialności mojego pomysłu.
Opracowałam drobiazgowy plan obszaru szkoleń. Wyszło mi, że zostanę człowiekiem renesansu, wszechstronnie wyedukowanym w każdej dziedzinie. I mimo, że to wszystko temat edukacji, to pojęcie edukacji okazało się być głębokie, szerokie i przepastne jak Balaton. Wizja stania się: (1.) grafikiem, fotografem, pisarzem, twórcą pomocy dydaktycznych, blogerem, infuencerem , youtuberem, mistrzynią planowania, handletteringu i projektowania stron internetowych -nie powiem, była dość przytłaczająca. A gdzie w tym wszystkim czas na bycie: (2.) idealną żoną, partnerską mamą, kreatywną kucharką, wyrozumiałą córką, troskliwą przyjaciółką, wspierającą siostrą, behawiorystką swojego kota, misterną ogarniaczką domowej przestrzeni życiowej? A co z moim bieganiem, fitnessem i bucket listą przyjemności na wakacje?
Czyli znowu generalnie zrobiłam to, co potrafię najlepiej. Dowaliłam sobie roboty (co w tłumaczeniu mojej mamy czytaj -„Ty to sobie nigdy na ….. nie siądziesz”.) A , że mówią że jestem perfekcjonistką to strzeliłam sobie podwójnie w kolano. Patrząc na drobiazgowo rozpisany plan -co, kiedy i o jakiej porze dnia czułam się jednak trochę przybita. No, może bez trochę. Nawet piękne naklejki, wzorki i ręcznie narysowane arbuzy i jednorożce nie osłodziły mi widoku w  planerze. Misternie wypisany „hello sunshine” też nie dał rady. Zewsząd, w sieci, w  telewizji, na bilboardach i w TV czyhały na mnie lemoniady, arbuzowe lody, galaretki, dmuchane flamingi w basenach, morze, plaża i letni chill. Perspektywa  komputera w porównaniu z tym wypadała jednak blado.
Trzeba było z czegoś zrezygnować. Opcja 1 czy opcja 2? Ruletka. Odpuściłam dwójkę. Całkiem się jednak nie dało. Zamiast idealnej żony, będę po prostu jak zwykle, trochę wredna, trochę jędza, to w sumie nie wymaga wysiłku. Partnerską mamą zostałam bo wysłałam dzieciaka na obóz. Ratunkowy, bo kolonię karną ma co dzień w domu. Kreatywność kulinarną ograniczyłam do minimum, ale nadal nie wbijamy zębów w ścianę a i lodówka pełna i nawet pół kilo do przodu. Przyjaciółki wyściskane , wypróbowałyśmy pyszne wino z lokalnej winnicy, z troską rozwieziono nas do domów. Siostrą też chyba jestem nie najgorszą, mam świetnego brata, jest super facetem, często nas odwiedza. Meandrów kociej psychiki na razie nie poznam, wystarczy, że co rano ganiam za przerażonym kotem co by go dorwać w swoje łapska, wyściskać, wycałować i poprzytulać. Nieszczęsne zwierzę, gdy słyszy rano: „ kto jest pięknym kotkiem i teraz się przytuli do Pani?” w panice ucieka i chowa się gdzie popadnie. Co  by nie zrezygnować z biegania, wstaję o wściekłych porach wkurzając się na szczycie Góry Grzywackiej na słońce, że każe na siebie czekać. Przynajmniej o 7 rano mam już przeważnie pobiegane. Przewracając się z jednego boku na drugi zaspane dziecię pyta wtedy czerwoną na twarzy i ledwo żywą matkę: „Ty idziesz czy wracasz”? A bucket lista musi poczekać. Ograniczyła się na razie do codziennych „Wstawaków”, które uwielbiam, bo zaczynają się o   4.30 rano (nie tylko ja coś robię o wściekłych porach i czasem nawet pierwsze komentarze są wcześniej niż moje) i do „Historii potłuczonych”. Kto Langustowicz- wie, o czym mówię. Kto nie, niech żałuje.
Ale do rzeczy. Na pierwszy rzut moich aktywności poszedł kurs z obsługi Canvy. Jak mogłam żyć bez Ciebie Canvo? Ten kurs to był wydatek, który zwrócił się w 100%. Znalazłam odpowiedź na pytanie „ Jak oni to robią?”. Zakochałam się w tym programie i mimo, że na   razie ogarniam może z 40% jego możliwości – to jest to dla mnie przełom i krok milowy. W  kierunku możliwości, rozwoju, tworzenia. Piękny, intuicyjny, bogaty w treści, szablony, dodatki. Zostaniesz Canvo ze mną na dłużej. W swoim zachwycie jestem mało obiektywna, ale dobrze mi z tym.
Potem przyszła pora na Genially. Już od jakiegoś czasu zauważyłam przepiękne prezentacje, escape rooomy i inne cuda tworzone przez nauczycieli w sieci. Oczywiście stwierdziłam – ja też chcę. Chcę i mam, wykupiłam kurs, na razie w wersji podstawowej i ćwiczę. Z doskoku, mało regularnie, ale moduł prezentacji już ogarnięty. Obiecałam sobie, że nie przejdę do kolejnego dopóki nie stworzę dwóch swoich prezentacji. Jest więc co robić w kolejnych dniach do wakacji. Dla mnie możliwości Genially są ogromne, nazwa programu w 100 % oddaje jego charakter a efekty wprowadzają magię i odczarowują angielski.
Gdy ujrzałam kolejne szkolenie z serii „Rise &Shine” Klaudii Rogalskiej, wiedziałam, że  duuuuuuużo będzie się działo. A że szkolenie „ Make your own printables” w dużej mierze opierało się na pracy w Canvie, którą zdążyłam już pokochać płomienną i żarliwą miłością- w  skali od 1 do 10 przyznaję mu 11. Nie tylko za Canvę. Do dziś nie mogę się ogarnąć jak pracowitym i kreatywnym nauczycielem można być, patrząc na Panią Klaudię. Jestem wręcz pozytywnie zdruzgotana. Kobieta Robocop we wdzięcznym wydaniu. Ale niech Was pozory nie zwiodą -pod eteryczną powłoką kryje się tytan pracy i mistrz kreatywności.
Dużo czytając o spójności przekazu w mediach, o budowaniu marki osobistej , storytellingu, brand marketingu ( miało teraz zabrzmieć profesjonalnie i ciut ciut snobistycznie ) na  horyzoncie mignęły mi warsztaty Dominiki Dzikowskiej „Kobieca szkoła fotografii”. Fotografia też, jak i tysiąc pięćset innych rzeczy, jest na mojej liście rzeczy do ogarnięcia zanim uwolnię świat od swej osoby, więc wygląda na to, że czeka mnie nieśmiertelność. Warsztaty dotyczyły robienia zdjęć telefonem, ale za pomocą mniej lub bardziej profesjonalnych narzędzi. Mój folder „Fotografia” wzbogacił się o kilka fajnych aplikacji. Ich możliwości są naprawdę nieograniczone. Na razie się tym bawię, próbuję, jak to małżonek mówi „ grzebię przy zdjęciach”. Coś tam fajnego już wygrzebałam. Jak się już nagrzebię i kapkę więcej uzbieram, odmienię obliczę Instagrama. Watch me !
A przy okazji Instagrama, oczywiście nie mogłam się oprzeć (jestem gorsza niż dzieci przed budką z lodami wołające „kup mi” ) szkoleniu Insta Korki . Cudnie, estetycznie przygotowane, z mnóstwem wiedzy w pigułce. Kompendium wiedzy dla żółtodzioba ogarnęła Ola Foryś z  Wild Rocks . I powiem Wam jedno. Ola rocks!

No, ale najlepsze dopiero przede Wami. Jako, że czytacie to co piszę, kto nie zdążył jeszcze zasnąć, to jesteście na stronie . I guess what? Jam to, nie chwaląc się zrobił. Miejsce, w którym jesteście teraz jest moim własnoręcznym wytworem. Hand -made. Gdyby mi ktoś pół roku temu powiedział „postawisz stronę” poleciłabym mu szybciutko zmianę terapeuty. Pomysł strony kiełkował w mojej głowie już od jakiegoś czasu, ale zaczął drzeć się wniebogłosy „zrób coś ze mną”. Gdy przeglądałam piękne, dopieszczone, wypasione strony koleżanek po fachu, znowu stwierdziłam- „ ja też chcę”. Oczywiście wybór padł na fachowców, którzy mi tą stronę ogarną. Ale później pojawił się na horyzoncie kurs „WP dla zielonych” Eweliny Muc, w którym taką stronę prowadzonym za rękę krok po kroku- sam tworzysz, obsługujesz, aktualizujesz i dopieszczasz swój kawałek internetowego świata. To bardzo, bardzo trudne, czaso i pracochłonne, ale decydując się na kurs Eweliny, szalę przeważyły 3 rzeczy. Po pierwsze, skoro ma kobita takie piękne imię , to co robi -nie może być złe (wiem, wiem, bardzo rzeczowy argument). Po drugie, możliwość wprowadzania zmian na stronie w czasie kiedy ja chcę (bez proszenia i czekania na łaskę i niełaskę obsługi z zewnątrz) czyli niezależność dla kogoś dla kogo czekanie jest największa torturą- jest bardzo istotne. Po trzecie, mąż mi powiedział : ”nie dasz rady sama”. To dla mnie najlepsza motywacja.
Co by nie było, że to wszystko, było jeszcze kilka drobinek po drodze, które ogarnęłam, ale z  popłochem patrzę na rosnącą ilość słów w tekście (ja się nigdy nie nauczę krótko pisać) i  na  zegarek gdyż pora obiadowa się zbliża, więc czas ogarnąć wykwintny obiad dla rodziny (dziś serwujemy ziemniaki, fasolkę szparagową i jajko).
Pora kończyć. Poniżej znajdziecie listę kursów, warsztatów i szkoleń, o których pisałam. Nie  wszystkich, w których brałam udział, bo nie wszystkie okazały się trafne. Pozycje poniżej potraktujcie proszę jak garść inspiracji. Są przeze mnie sprawdzone i bardzo wartościowe. I  nie, nie mam żadnej umowy z osobami, które wymieniłam, ani nie czerpię z tego, że o nich wspominam, żadnych korzyści. Po prostu, uważam, że jeśli jest za co- trzeba chwalić. Mimo wszystko, wszyscy wiemy jak to miło jak dostajesz pozytywny feedback na temat roboty, w  którą włożyłaś kupę czasu, wysiłku, serca i nierzadko kasy.
I tak na marginesie: Czasem się aż boję otwierać komputer, bo a nóż widelec znowu pojawi się coś fajnego. I na Boga, kto wymyślił blika i InPosta ? I dlaczego nie można się im oprzeć? W   rękach takich szaleńców jak ja – to prosta droga do ruiny finansowej. Tyle ode mnie, a Wy korzystajcie.

1. „Misja Canva” -Marta Idczak – moja osobista petarda .
2. Storytelling -Marta Idczak.
3. Kurs Genially od podstaw- na platformie Udemy
4. Rise & Shine –„I love Teaching” Klaudia Rogalska
5. Rise & Shine –„Make your own printables” Klaudia Rogalska
6. „Hello Summer”Agnieszka Iwanicka (o kursie przeczytasz tu:)
7. „Kobieca Szkoła Fotografii” Dominika Dzikowska
8. „Insta Korki” Ola Foryś z Wild Rocks
9. „WordPress dla zielonych” Ewelina Muc
10. „365 scenariuszy na stories” Ewelina Mierzwińska

 

Happy
Happy
0 %
Sad
Sad
0 %
Excited
Excited
0 %
Sleepy
Sleepy
0 %
Angry
Angry
0 %
Surprise
Surprise
0 %

Average Rating

5 Star
0%
4 Star
0%
3 Star
0%
2 Star
0%
1 Star
0%

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.