0 0

Końcówka sierpnia to czas, kiedy na horyzoncie majaczy powoli widmo piętrzącej się do przygotowania dokumentacji na wrzesień. Rozkłady materiału, plany nauczania, kryteria, programy i inne. Twórczość radosna kwitnie w ramach szeroko pojętej papierologii. W gorączce przygotowań skrzypią długopisy, palą się klawiatury, parują mózgi. Zwłaszcza, że za oknem prawie 30 na plusie. Kto nosi zaszczytny tytuł wychowawcy, roboty ma podwójnie. Kto do tego przywileju podchodzi porządnie, jeszcze dwa razy więcej.

Na tym etapie przeważnie mam już wstępną koncepcję zajęć wychowawczych dla mojej klasy. Tematyka zajęć rośnie wraz z dziećmi. Czasem dzieci chcą urosnąć za  szybko, spróbować przywilejów dorosłości i wtedy tematyka też musi szybko dojrzeć. Bywało i tak, że pęd ku dorosłości okraszony nadmiarem młodzieńczej wyobraźni okazał się tak szaleńczy, że robił się klasowy PROBELM przez duże P. Pieczołowicie wybrane i opracowane tematy lekcji trzeba było schować do  nauczycielskiej szuflady, w kolejce na lepsze czasy. Bywało i tak, że takowe nigdy nie nadeszły. W działaniach wychowawczych większego kalibru czasem trzeba było sięgnąć po ciężkie działa ku przestrodze: pedagoga, stróżów prawa czy nawet sąd. Zdumieni i oszołomieni rodzice odwiedzali nas bezustannie. Roszczeniowi, żądający i „życzący sobie też”. Wspierających, współpracujących i   rozsądnych, też na szczęście było niemało.

W minionym roku szkolnym niewielki wirus narobił wielkiego ambarasu i  przewrócił nasz szkolny świat do góry nogami. Tematy godzin wychowawczych w  marcu z bólem serca odłożyłam na bliżej nieokreśloną przyszłość. Już wiem, że w tej klasie się nie przydadzą.

Kiedy pandemiczny kurz paniki trochę opadł i można było zastanowić się nad tematyką wychowawczą, wybór większości z nas padł na tematykę wirusową. Uspokajaliśmy, wyjaśnialiśmy, uwrażliwialiśmy na środki bezpieczeństwa. To samo robili rodzice, telewizja, Internet I świat wokół. Kiedy w końcu ten temat się przejadł i słowa „wirus”, „pandemia”, „kwarantanna” powodowały przewracanie oczami (dziewczynki) i łacinę podwórkową (chłopcy),  był to dla mnie znak- z   wirusem kończymy. Przynajmniej tematycznie. Wjechały inne tematy- planowanie i organizacja pracy, kreatywność, właściwy odpoczynek.

Kiedy na horyzoncie zamajaczył koniec roku szkolnego, zrobiło się gorąco. Jak zwykle w czerwcu, naszymi wychowawczymi problemami stały się oceny, poprawy, zaliczenia i jak co roku bezpieczne wakacje.

Wakacje się skończyły. Zaczęły się dylematy. Czy warto planować tematy na cały rok? Jak długo będziemy uczyć się normalnie? A co jeśli wszystko się zmieni?  A co, jeśli jak wcześniej pojawią się problemy? Czy tematy „stacjonarne” przełożą się na  „zdalne”? Czy wystąpić z gotowym planem zajęć wychowawczych, który może się „wykrzaczyć” ? Co, jeśli któryś z uczniów zachoruje? Jak o tym rozmawiać?

I wtedy mnie olśniło. Wykorzystam to, co zrobiłam kiedy „moje dzieci” zaczęły siódmą klasę. Zapytam o ich potrzeby. W końcu to im ma służyć ta tematyka. Wiele tematów, które poruszaliśmy wcześniej, to były ich sugestie. Spisane zawsze anonimowo na kartce, bolączki, problemy, dylematy, wątpliwości, od których kipi przeważnie nastoletnia głowa, a które trudno wyartykułować na forum klasy. Do  tych propozycji dorzucę swoje, pogadamy, zrobimy burzę mózgów, głosowanie i co tam jeszcze będą chcieli.

Na początek poza Covidowymi przestrogami wrzucę jeden temat od siebie. Dużo o  tym myślałam, wierzę, że się przyda. Tym bardziej, że całe środowisko szkolne tkwi w tym temacie siłą rzeczy i baaaardzo różnie się do tego fenomenu adaptuje. Niektórzy nie podołali, inni czują się jak ryba w wodzie, zdecydowana większość na miarę swoich możliwości próbuje się z tym tematem zmierzyć. A  jest nim ZMIANA.

Ostatnie miesiące dobitnie pokazały nam, że to jedyny pewnik. Jedna pewna rzecz, o której wiemy, że będzie. Ot, taki paradoks. Ameryki to nie odkryłam, gdzieś nawet wpadło mi w oko w Internetach „ Jedyną pewną rzeczą w życiu jest zmiana”. Okazało się, że to nie Internety takie mądre, ale Heraklit z Efezu. Chyba nie przewidział , ze 25 wieków później jego sentencja będzie aż tak na czasie. I jak tu nie doceniać historii? Jak już to stwierdzenie wpadło, to pracowało w mojej głowie i drążyło. Czas od momentu ogłoszenia pandemii do teraz był okresem najbardziej intensywnych zmian w moim życiu. Zmian, nauki i nabywania nowych kompetencji. Zmian w sposobie myślenia, reagowania, podejścia do świata, siebie i  innych. Zmian w relacjach. Sama dobitnie i czasem boleśnie przekonałam się, że trzeba być na nie otwartym. Niekoniecznie, trzeba je wszystkie akceptować, ale zmiana niesie ze sobą ogromny potencjał. I nie jest wyświechtanym sloganem, że wiąże się z wychodzeniem z własnej strefy komfortu.

Dlatego o zmianie jako szansie, będzie nasza pierwsza lekcja.

Materiały do pobrania – znajdziesz tutaj:

https://view.genial.ly/5f5e258c79626a0d7127f63f

Miłej pracy i owocnych zmian!

 

 

Happy
Happy
0 %
Sad
Sad
0 %
Excited
Excited
0 %
Sleepy
Sleepy
0 %
Angry
Angry
0 %
Surprise
Surprise
0 %

Average Rating

5 Star
0%
4 Star
0%
3 Star
0%
2 Star
0%
1 Star
0%

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.